Nie odwracajcie się od naszych dzieci. Nie odwracajcie się od Piotra i Pawła.

„Każdy z nas, jako rodzic, wie jak boli choroba własnego dziecka, dlatego was właśnie – Rodziców – prosimy: nie odwracajcie się od naszych dzieci…”.

     Tak rozpoczyna się wzruszający list Pani R. wysłany do ELEOS, do każdego kto poznał trudy rodzicielstwa. Tych trudów, bólu i łez w życiu naszych bohaterów było i jest jednak znacznie więcej.

     Pani R. wraz z mężem pochodzą z Bułgarii. Nie cieszyli się jednak w dzieciństwie smakiem dojrzałych brzoskwiń i nie biegali po ciepłym piasku plaż Morza Czarnego. Wychowali się w domu dziecka. Są sierotami, które do dziś nie wiedzą skąd pochodzą, kto jest ich rodzicami. Nie doświadczyli matczynego ciepła i ojcowskiego wsparcia. Może właśnie to, przekonanie że mogą liczyć tylko na siebie, a w życiu trzeba walczyć o rzadkie chwile szczęścia zbliżyło ich do siebie i dało im siłę walczyć o „lepsze jutro”. Byli dla siebie wsparciem. Byli… bo nie mogli liczyć na innych. Jak podejrzewają może w ich żyłach płynąć turecka bądź romska krew. Zdradza to ciemniejsza karnacja. Komuś może się to podobać. Dla nich stała się ciężarem. Odrzucenie. Dyskryminacja. Samotność.

     Trudno się żyje bez rodzinnego wsparcia. Jak żyć kiedy dla wszystkich jesteś odmieńcem. Tym… gorszym, obcym.

     R. mogła liczyć tylko na swego przyszłego męża. Szybko zakładają nieformalną rodzinę. Szybko też doświadczają, że po opuszczeniu domu dziecka nie będzie lepiej. Brak pracy bo… jesteś „ciemniejszy”, bo… „skoro nie mamy jej dla swoich, to nie ma jej tym bardziej dla ciebie, obcego”. To boli. Bardzo boli.

     Tylko w cerkwi, tylko Bóg ich nie dyskryminuje. Tylko tu odnajdują spokój. Ale jeść też trzeba.

     R. decyduje się wyjechać do Polski. Za pracą. Potem ściąga narzeczonego. Jest ciężko. Nie maja przecież nic. Jednak tu nikt ich nie dyskryminuje. Może czasem śmieje się, powie bolesne słowo. Jednak to zupełnie inny świat. Można żyć i myśleć o założeniu RODZINY. Ślub wzięli w Bułgarii, Jednak żyć wrócili do Polski.

     W wieku 30 lat otwiera się ich nowy rozdział życia. Szczęśliwy, radosny, rodzinny. Tak miało być. Po trzech latach, w 2016 r. rodzi się im Piotr, a w 2017 Paweł (imiona zmienione zgodnie z wymogami ochrony danych osobowych). Jest upragniona RODZINA. Po pół roku rodzice zauważają jednak, że Piotr się nie podnosi. Nie podnosi nawet główki. Dziewiąty miesiąc i nic. Badania. Szpital. Diagnoza. Wiotkość mięśni i słaby rozwój systemu kostnego. „Jesteśmy przyzwyczajeni do przeciwności. To nie pierwszy raz życie rzuca nam kłody pod nogi. Zamiast narzekać rozpoczęliśmy walkę o syna. Rehabilitacja bardzo szybko zaczęła przynosić dobre rezultaty. Radość przysłoniła nam jednak inny problem. Nie zauważyliśmy, że syn ma również problemy z rozwojem intelektualnym. Nie reagował na słowa, które się do niego mówiło, słabo się koncentrował, itp. Dopiero gdy w przedszkolu wychowawczyni stwierdziła, że jak na trzylatka za mało mówi zaczęliśmy się mu przyglądać z tej strony”. Rzeczywiście słabo reagował na polecenia, nie potrafił się skupić, często bywał rozdrażniony i nadpobudliwy. Łatwiej mu było coś pokazać niż powiedzieć.

     Psycholog, logopeda, sensoryka, rehabilitacja psychologiczna, itp. Kolejne wyzwanie i nowa walka. „Doceniliśmy, że jesteśmy w Polsce. W Bułgarii my i nasz Piotr nie mieli byśmy żadnych szans na leczenie i zdrowie. Czarni. Obcy. Tu choć z trudem wychodzimy na prostą”.

R. wraz z mężem nadal walczą. Niestety bezpłatna rehabilitacja to odległe terminy, niewystarczająca liczba zajęć i najbardziej proste zabiegi. To co najskuteczniejsze jest płatne. BARDZO wysoko płatne. Tymczasem pracuje tylko ojciec, bo R. musi zajmować się dziećmi. Chciała by pójść do normalnej pracy niż podejmować się dorywczych zajęć, ale…

     Młodszy syn Paweł rodził się w zagrożonej ciąży. Poród był długi i trudny. Reanimacja. Przeżył. Wkrótce jednak okazało się, że idzie ścieżką brata. Te same objawy i niedomagania. Brak koncentracji, niedosłuch, skrajności zachowań (raz ciągle przeprasza, innym razem wpada w gniew lub panikę), trudności w budowaniu relacji.

R. wraz z mężem nie poddają się. Walczą o zdrowie i szczęście swych synów. On pracuje by zdobyć środki na życie i leczenie. Ona ćwiczy z dziećmi by fizycznie i intelektualnie nie odstawały od rówieśników. Mają wiele sukcesów. Jednak im starsze są dzieci tym więcej trzeba wysiłku i środków. Tego pierwszego im nie brakuje. Tego drugiego zaczyna brakować. Ostatnio zaczęli nową rehabilitacje i leczenie. Niestety ubezpieczenie ich nie pokrywa, a jeden turnus, dla jednego dziecka, to aż 8 tysięcy złotych. Dla nich to zawrotna suma. Na cała terapię potrzebują ok. 50 tysięcy złotych.

Skąd wychowankowie domu dziecka, wychowani bez rodziny, bez znajomych, w obcym kraju… mają zdobyć takie środki. Nawet gdyby oboje pracowali przekracza to ich możliwości. Mogą i potrafią walczyć, ale… To już przekracza ich możliwości.

     Mogą jedynie prosić i obiecywać: „W naszych modlitwach za Was, dobroczyńcach naszych, za Was i za Wasze dzieci będziemy pamiętać, że nas nie opuściliście w tak trudnych chwilach, że sami jako Rodzice w nas dostrzegliście nie obcych, nie innych, nie… a również rodziców, którzy chcą dla swych dzieci tylko tego co niezbędne: zdrowia i równych szans wkraczania w dorosłość”.

     Wielu z Was zna R. Wielokrotnie mogliście ją spotkać jak w ramach różnych akcji charytatywnych stoi ze skarbonką i zbiera ofiary na potrzebujących, na chore dzieci. Nie przyznawała się, że sama potrzebuje wsparcia. Dzisiaj jednak przeszedł na to czas. Bez naszego wsparcia sobie nie poradzi. Wraz z mężem, wraz z ELEOS prosi wesprzyjcie Piotra i Pawła w walce o normalne, zdrowe dzieciństwo, w walce o równe szanse na przyszłość.

Ofiary na rzecz rehabilitacji Piotra i Pawła prosimy wpłacać:

Prawosławny Metropolitalny Ośrodek Miłosierdzia ELEOS

Al. Solidarności 52, 03-402 Warszawa

PKO BP 07 1020 1042 0000 8402 0487 7421

Obowiązkowo z dopiskiem: Piotr i Paweł